urna wyborcza
Atelier

Wybory i niesmak

Wybory prezydenckie 2020 wreszcie za nami. Nie wiem jak Ty, ale nie przepadam za czasem wyborów. Miasta zmieniają się w wielką karuzelę plakatów, a media są zaaferowane jedynie tym tematem wspieranym przez inne historie nacechowane tak, by wspierać tę, bądź inną opcję. Ten wpis nie jest jednak o tym, co myślę o rezultacie, a o tym dlaczego pozostał mi lekki wyborczy niesmak.

Wyborcze doświadczenia

Żeby umożliwić Ci lepsze zrozumienie moich odczuć, o których będę za chwilę pisał, opowiem w dwóch punktach, czym są dla mnie wybory. 

Po pierwsze uważam, że należy głosować i nic nie mierzi mnie bardziej niż osoby, które nie głosują w ogóle, a następnie narzekają. Udział w wyborach to nie tylko przywilej, ale też obowiązek obywatelski. Niezależnie od preferencji politycznych, głosować należy.

Po drugie, chodziłem na wybory na długo przed tym gdy, głosować mogłem. Pamiętam, że na każde wybory, rodzice ubierali się „ładniej” niż zazwyczaj i wspólnie szliśmy, by mogli oddać głos. Mam też wrażenie, choć tutaj emocje i czas mogą zakłócać wspomnienia, że to był odrobinę cichszy dzień w domu. Jakby magiczny, pełen specyficznej energii. Lubiłem te dni, bo wiedziałem, że to jedyne okazje do tego, by mieć faktyczny wpływ na to, co dzieje się dookoła. Co więcej, z czasów dzieciństwa pamiętam, że to był taki standard, że idąc na wybory, mężczyźni wkładali „te lepsze” koszule, czy garnitury. Wliczając w to mojego ojca.

Do brzegu Głuski, do brzegu…

W poprzednich wyborach dałem ciała. Nie sprawdziłem faktów, i przeoczyłem wybory. Nie wiedziałem, że mogę zagłosować korespondencyjnie, a wiedziałem, że nie będę w stanie podjechać do najbliższej komisji. Dowiedziałem się, gdy było za późno, by coś zrobić. Byłem na siebie wściekły. Dlatego mocno pilnowałem terminów, i w tych wyborach głosowałem korespondencyjnie z Hove, gdzie mieszkam. Natomiast jeszcze przed drugą turą udało mi się przyjechać do Polski na dłuższą chwilę, zatem ucieszyłem się, że będę mógł uczestniczyć w tym dniu razem z moimi rodzicami. Jednak przed tym miałem zawieść mamę Justyny do jej komisji wyborczej, by i ona mogła zabrać głos. Dopiero później wyprawa do rodziców, by zagłosować razem z nimi, jak kiedyś. Niezła gratka. Będę mógł odwiedzić dwie, zupełnie różne komisje wyborcze.  

Wyborczy Smutek

Oczywiście nie mogłem zawieść siebie i rodziców, więc wybrałem białą, formalną koszulę oraz poszetkę, a do tego brązowa marynarka, chinosy i półbuty. Prosty, dobrze wyglądający zestaw. Byłem przekonany, że dzięki niemu będę dobrze wpisywał się w „społeczny standard”, który pamiętałem. Myliłem się.

Tu małe wyjaśnienie
Zdaję sobię sprawę, że to co widziałem w komisjach dotyczy jedynie miejsc, w których byłem oraz jakiegoś fragmentu społeczeństwa. Fakt. Jednak byłem bardzo zaskoczony jak powtarzalna była moja obserwacja, bo nieomieszkałem w trakcie swoich podróży i później przyglądać się ludziom na ulicy. Więc to co napiszę za chwilę jest stricte na podstawie tych obserwacji. Jeśli u Ciebie było lepiej/inaczej – podziel się w komentarzu!

O ile mężczyźni w średnim wieku i starsi utrzymali wizerunek głosującego z moich wspomnień. Pojawiały się nawet pojedyncze garnitury, a przeważały wyprasowane, przogotowane koszule, marynarki itd. Tak młodsi byli ubrani kompletnie nieprzewidywalnie. Od koszuli, która wyglądałaby lepiej po tygodniu w walizce, przez przerózne, casualowe-cokolwiek, co akurat było pod ręką, po jednego, dwudziestokilkoletniego gościa, który wybrał się, by wybrać prezydenta w japonkach do pływania, pomarańczowych sportowych szortach i białej „żonobijce”, która z przodu była brudna, a z tyłu dziurawa. Na szczęście wyglądał na trzeźwego.

Wyborczy niesmak

Nie zrozum mnie źle, frekwencja wyborcza była na fenomenalnym poziomie, jeśli się nie mylę najwyższa dotychczas. I to super! Jednak muszę przyznać, że byłem w lekkim szoku, że można podejść do tego stopnia bezrefleksyjnie do tego gdzie się idzie. Oczywiście zgadzam się, że lepiej, że poszedł tak niż gdyby miał nie iść wcale. Niemniej byłem zaskoczony, i mam nadzieję, że znając odrobinę mojej historii zrozumiecie dlaczego.

man in a suit getting ready

Nie sugeruję, że każdy nagle powinien głosować tylko w pełnym garniturze, bo podejrzewam, że z takim wymogiem frekwencja wyniosła by max 25%. Niemniej wydaje mi się, że gdy przygotowujemy się do głosowania robimy 3 rzeczy:

  1. Mamy czas na refleksję, na chwilę skupienia przed podjęciem ważnej decyzji.
  2. Okazujemy szacunek komisjom wyborczym.
  3. I tak trochę górnolotnie do tego podchodząc (może za bardzo, ale to moje przemyślenia i masz pełne prawo się z tym niezgodzić), okazujemy szacunek wyborom samym w sobie, krajowi i ustrojowi, który pozwala nam wybierać kto podejmuje najważniejsze decyzje w kraju.

I to właśnie dlatego, mając te trzy rzeczy na uwadze, gdy zobaczyłem tego jegomościa zrobiło mi się nieco przykro.

Wybory i niesmak – Podsumowanie

Chciałbym zostawić Cię z myślą, jakimś przesłaniem, czymś co weźmiesz ze sobą z tego tekstu oprócz faktu, że ojojjj irusiowi smutno, że nie wszyscy myślą tak samo. Jednocześnie nie chciałbym być banalny pisząc GŁOSUJ – TO WAŻNE, bo uważam, że jeśli tu jesteś, to to wiesz.

Zabierz ze sobą to: Niezależnie od tego, na kogo głosujesz i gdzie głosujesz. Głosuj uważnie, głosuj z szacunkiem i zgodnie z własnym sumieniem oraz doceniaj to, że możesz to zrobić. Choćby strojem.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.