Czerwona Honda Civic 4 generacji na tle ściany. Moje prywatne auto.
Garaż

Pierwszy samochód

Gdy postanowiliśmy z Bartkiem pisać bloga, długo zastanawiałem się nad tym, o czym powinienem napisać pierwszy wpis w sekcji Garaż. Biorąc się za ten projekt miałem w głowie multum pomysłów. Marki samochodowe, trendy, przeszłość, design. Jednak im dłużej o tym myślałem, tym bardziej oczywiste stawało się dla mnie to, że temat na mój Pierwszy wpis, na moim Pierwszym blogu, na mojej Pierwszej sekcji może być tylko jeden. Pierwszy samochód.

Na obrazku znajduje się zbiór plakietek, przypinek, rysunków i małych grafik z przeróżnymi samochodami.

Pierwsza selekcja

Pamiętam to poszukiwanie czegoś właściwego w dość mocno ograniczonym budżecie. Pamiętam zazdrość, gdy znajomi dostawali auta od rodziców znacznie go przekraczający. Musiałem mieć coś wyjątkowego. Chciałem mieć samochód, który pozwoli mi jeździć względnie oszczędnie, ale też umożliwi pościganie się z kumplami. Przez dwa tygodnie odrzucałem różne modele z tych lub innych względów. Finalnie wyłoniła się zwyciężczyni. Postawiłem na praktyczną, oszczędną, niezawodną i całkiem dynamiczną Hondę Civic IV, czyli tzw. Żelazko.

Owszem mogłem sobie pozwolić na większy oraz na zdecydowanie młodszy samochód. Wszak w moim budżecie można było wtedy kupić nawet
VI generację, która była dobrych parę lat młodsza. Nietety wszystkie rozważane kontrpropozycje wydawały mi się wybrakowane. Co z tego,
że kupiłbym dwie generacje młodszy model, jak pod maską byłoby słabiutkie 1.4 z przebiegiem wyższym niż trzy auta znajomych razem wzięte, a blachy z trwałości których starsze Hondy przecież nie słyną, byłyby przegnite i przyszpachlowane. Civic V również wchodził w grę,
ale „jajko” było wtedy rozchwytywane przez domorosłych „tunerów” – każdy egzemplarz to była czysta loteria. Inne auta odpadły wcześniej.

Na zdjęciu jest czerwona Honda Civic 4 generacji na tle zachodzącego słońca.
Honda Civic IV

Po zdecydowaniu, że od-zawsze-mi-się-podobające żelazko będzie moim pierwszym autem pozostała cierpliwość. Tych aut było bardzo mało nawet wtedy. Pamiętam, że gdy zacząłem szukać mojego auta w Lutym 2012 roku wystawionych było dokładnie 17 egzemplarzy. Niestety żaden z nich nie spełniał wszystkich kryteriów. Mój wymarzony egzemplarz miał być Hatchbakiem z nie mniejszym niż 1.5 litrowym, 90 konnym silnikiem
(choć najlepiej 1.6) i wysoką wersją wyposażenia. Poszukiwania trwały
3 miesiące. W poniedziałek miałem maturę z Angielskiego i w trakcie drogi przeglądałem allegro…

Pierwszy Wybór

O, nowy egzemplarz! Czerwony Hatchback ze 130 konnym 1.6 pod maską
z praktycznie pełnym wyposażeniem za 4.900zł. Po krótkim telefonie byłem umówiony na oglądanie tego samochodu w Łodzi następnego dnia o 17.00. Te szczegóły…Zabawne prawda? Może zabawne, ale to była wymarzona chwila. Od dzieciaka niemalże na pamięć uczyłem się specyfikacji technicznych samochodów. Znałem wszystkie auta jakie były na rynku
i większość z tych, które dopiero zapowiadali. A teraz miałem mieć własny samochód i to dokładnie taki, jaki chciałem.

Moja Honda była w doskonałym stanie. O dziwo miała zdrowe blachy. 122 850km przebiegu, który był udokumentowany. Wesołą przeszłość
w słonecznej Italii i bezproblemowe życie w Polsce u dwóch właścicieli.
Nie miała radia – i to właściwie jedyny minus. Mimo tego, że 130 koni nie brzmi jakoś imponująco to trzeba pamiętać, że auto ważyło 970kg
i wybornie się prowadziło. Poprzedni właściciel założył nawet sportowe Toyo T1R w tamtym sezonie. To było coś. Pamiętam, że przez pierwsze pół roku zrobiłem nią więcej kilometrów niż przez następne 4 lata.

Pierwsze detale

Mój egzemplarz pochodził z ostatniego roku produkcji – 1991. Posiadał silnik o oznaczeniu fabrycznym D16A9, a dla tych, którzy nie mieli Hondy (coś w tym jest, że właściciele aut danej marki uczą się oznaczeń silników
w ich samochodach i przerzucają się nimi pomimo tego, że NIKT oprócz nich nic z tego nie rozumie) był to silnik montowany głównie w wersji coupe tego modelu (CRX II) oraz w Hondzie Concerto, trochę większym, małym liftbacku z tamtych czasów. Jako że ten silnik był drugim, najmocniejszym oferowanym w Europie (po 150 konnym B16A1 wyposażonym w słynny system zmiennych faz rozrządu VTEC) wyposażenie było zdecydowanie bogatsze, niż można było się tego spodziewać. Elektryczne lusterka oraz szyby włącznie z szyberdachem,
pół-kubełkowe fotele i klimatyzacja. A to wszystko w miejskim Hatchbacku z lat 80. Co ciekawe pomimo takich udogodnień Japończycy stwierdzili,
że elektryczny zamek nie jest koniecznością. Nie posiadała też wspomagania kierownicy, co mi nie przeszkadzało, bo auto było lekkie,
ale kobieta mogłaby mieć problem na parkingu, zwłaszcza na szerokich, sportowych oponach.

Pierwsze trudności

W czerwcu 2016 roku zdecydowałem się na to, by sobie tę poczciwą Hondę wyremontować. Planowany zakres prac się poszerzał i poszerzał do tego stopnia, że przerósł moje możliwości i wezwałem pomocy. Umiejętności pierwszego znajomego też zostały przekroczone, więc zleciliśmy to znajomemu znajomego – i jak to w takich przypadkach bywa, remont trwa do dziś. Co prawda widać światełko w tunelu, ale co czeka na mnie zaraz
za tunelem? Nie wiem. Obiecuję Was informować!

Zdjęcie przedstawia moją Hondę Civic na lawecie na chwilę przed odjazdem do miejsca, w którym do dziś się znajduje
Mój własny egzemplarz czwórki na lawecie

Pierwsze auto ?

Czy poleciłbym to auto na pierwszy samochód? Wtedy – tak! Teraz…nie.
To już jest starsze auto dla pasjonata, który będzie w stanie wpompować mnóstwo miłości, a czasem pieniędzy w to, by naprawdę cieszyło oko. Natomiast gdy ktoś to zrobi, to ten samochód jest niesamowity.
Zaskakuje szybkością i zwinnością. Jest w stanie zrobić, za bardzo krótkie kombi i przewieźć mnóstwo rzeczy dzięki pudełkowatej budowie oraz nauczy jazdy prawdziwie analogowym autem sportowym.

A jakie było Wasze pierwsze auto? Pochwalcie się w komentarzach!

Loading Facebook Comments ...

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Enable Notifications    OK No thanks