Okładka albumu trzy.zero
Studio

Patrick the Pan — trzy.zero

W każdym z nas jest egocentryk. Większy lub mniejszy, ale na pewno siedzi gdzieś tam w środku. Można by pomyśleć, że Patrick the Pan (Piotr Madej) ma w sobie jednego z największych egocentryków. W końcu płyta „trzy.zero”, jak sam przyznaje, jest w całości o nim, o jego uczuciach i problemach. Jednak wydaje mi się, że trzy.zero jest o każdym z nas.

Na początku było słowo…

Album trzy.zero wymaga od nas aktywnego słuchania. Teksty grają tutaj rolę pierwszoplanową. Tytuł wydawnictwa odnosi się zarówno do wieku muzyka, jak i ustawia album w odpowiednim miejscu na linii twórczości artysty. Jest to bowiem trzeci studyjny album Piotra.

W jednym z wywiadów, na antenie Radiowej Czwórki, tak opowiadał o tworzeniu tekstów:

Pisanie tekstów na „trzy.zero” nie polegało na siadaniu przed pustą kartką i próbie zapełnienia jej. To była praca. Kolekcjonowanie wszelkiego rodzaju zwrotów, słów podsłuchanych, skradzionych z książek, zinterpretowanych. Zbierałem słowa. Zapisywałem je w komputerze. Potem kartki drukowałem. Gdy przychodził czas pisania tekstów, to rozkładałem te kartki przed sobą i w ten sposób szukałem wątków pasujących do wybranego tematu.

W ten sposób powstały utwory, poświęcone relacjom, lękom, starzeniu się i wchodzeniu w dorosłość. Co ciekawe, pomimo mocno subiektywnego punktu widzenia, wszystkie przemyślenia są bardzo celne i uniwersalne.

…a słowo płytą się stało.

To, że teksty grały (hehe) tutaj pierwsze skrzypce, nie oznacza, że warstwa muzyczna jest niedopracowana. Partick the Pan czerpie dużo z jazzu, rocka i alternatywy. Pojawiają się również akcenty muzyki bluesowej i elektronicznej.

Kompozycyjnie wszystko zgrywa się idealnie. Instrumenty nigdy nie wybijają się na pierwszy plan (no może poza finałem utworu „Brutus itp.”), są za to wyjątkowo dobrym tłem do wspaniałych tekstów.

Dzięki temu, jak skomponowane i ułożone zostały utwory, album utrzymuje naszą uwagę. Podczas słuchania, co rusz dostajemy nowe bodźce dźwiękowe.

Jesienne przemijanie

Płyta szczególna. Pewnie dlatego, że sam powoli zbliżam się do swojego „trzy.zero” i poruszane tematy zaczynają przewijać się przez moje życie. Zmuszająca do refleksji, odrobinę depresyjna. Z drugiej strony momentami zabawna, a czasem nawet zachęcająca do tańca. 

Zdecydowanie najlepszy jesienny album, jaki do tej pory miałem przyjemność poznać i opisać w Studio.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.