Lekarze na oddziale
Atelier

Dresscode lekarski

Codzienne doniesienia o postępach pandemii atakują nas z każdej strony. Wraz z nimi świadomość, że jedyne osoby, które gotowe są stać na straży naszego zdrowia, to pracownicy służby zdrowia. Ich nadludzkie wysiłki ukazywane nam jedynie za pomocą tabelek z czasem pracy albo zużytych środków pomagających im opanować kryzys. To jednak nie daje pełnego obrazu. Dopiero po zobaczeniu zdjęć lekarzy, pielęgniarek, sanitariuszy i reszty personelu, którzy śpią gdzieś po kątach na oddziałach. Po zdjęciach twarzy ze śladami od masek ochronnych głęboko wrytymi w skórę, mamy szansę zrozumieć, jak nadludzkim wysiłkiem i odwagą wykazują się w tych trudnych chwilach. Długo zastanawiałem się, czy my możemy im jakkolwiek pomóc. Oczywiście poza pozostaniem w domu. A jeśli nawet nie pomóc, to jakoś okazać wdzięczność za to, co robią. Finalnie postanowiłem napisać artykuł, który stanowi wyraz wdzięczności i nieskończonego szacunku. Przed Wami, krótki tekst o lekarskim dresscodzie w czasach spokojniejszych niż te, które mamy.

Zaraźliwy Dresscode 

Przez wieki strój lekarza w pracy nie różnił się wcale od stroju lekarza poza nią. Ogromne znaczenie czystości ubrania oraz sterylności sprzętu zostało zrozumiane dopiero w XX wieku. Jednakże jest jeden strój, który zwłaszcza w naszych czasach przychodzi do głowy, jako typowy dla lekarzy w czasie epidemii. Strój lekarza zarazy, z czasów epidemii czarnej śmierci w XIV wieku, jest wręcz ikoniczny. 

Skąd się wziął? Profesja lekarzy zarazy nie była nowością. Taki zawód pojawił się w VI wieku podczas Plagi Justyniańskiej, jednakże to w XIV wieku stał się on bardziej powszechny. Gdy czarna śmierć rozprzestrzeniała się po europie, a znajomość przyczyn i zasad funkcjonowania tej choroby była znikoma, lekarze umierali w zastraszającym tempie.

Lekrze zarazy przy pracy
Lekrze zarazy przy pracy (Fot. Gresham College)

Doszło do tego, że gdy ktoś w danej wiosce zachorował, to lokalny medyk zwiewał, gdzie pieprz rośnie, zostawiając skażoną strefę samej sobie. Właśnie wtedy, gdy ilość zmarłych zdecydowanie przekraczała możliwości standardowych procedur, przypomniano sobie o lekarzach zarazy. Były to osoby, od których bardziej niż doświadczenia medycznego wymagano woli ruszenia w najbardziej skażone rejony, by zajmować się zmarłymi. Przez to, że takich osób było mało, byli oni niesamowicie cenni i dobrze opłacani. 

Pomimo dość prostego opisu pracy, wielu z nich zaczęło oferować leczenie i pomoc chorym, którzy często ufali im z desperacji. To zaufanie, było nadużywane. Lecz pomimo tego, że większość próbowała szybko się wzbogacić, część lekarzy plagi faktycznie chciała znaleźć rozwiązanie. Ich działania przeważnie były oparte jedynie na wierzeniach ludowych, a nie na rzetelnej wiedzy medycznej. Co ciekawe, to właśnie oni mieli pierwsze zezwolenia na wykonywanie autopsji, by znaleźć przyczynę dziesiątkującej społeczeństwo czarnej śmierci. 

Trzecia teoria

I tak docieramy do wieku XVII. Wtedy Charles DeLorme, medyk zajmujący się między innymi rodziną Medici we Włoszech wysnuł trzecią teorię (obok zapachu i korelacji gwiazd) rozprzestrzeniania się choroby. Stwierdził on, że być może choroba w jakiś sposób „skacze” z człowieka na człowieka. Zaczął projektować „zbroję” przeciw chorobie. 

Stworzył strój z woskowanej skóry, który zasłaniać miał całe ciało noszącego. Składał się z długiego płaszcza, spodni, kurtki, butów, rękawic, okrągłego kapelusza z szerokim rondem (który, był powszechnie kojarzony z medykami), długiej laski oraz najbardziej znanego elementu – ptasiej czaszki. Jego projekt zakładał, że gdy choroba skoczy na lekarza zarazy, wejdzie w to skórzane ubranie zamiast w noszącego. Co więcej, maska miała dodatkową funkcjonalność. W dziobie znajdowały się bardzo silne zioła, które miały za zadanie być wystarczająco silne, by nie wpuszczać zapachu chorego. W ten sposób powstał jeden z najbardziej ikonicznych strojów wszechczasów – strój lekarza zarazy. 

Lekarz zarazy
Lekarz zarazy

Niestety ten strój miał wadę. Pomimo zasłonięcia niemal całego ciała, kostki noszącego były odsłonięte. A to właśnie kostki najszybciej atakowały pchły przenoszące zarazę. Gdy w XVII wieku druga fala czarnej śmierci pustoszyła włoskie miasta, te stroje stały się symbolem zarazy i śmierci zamiast nadziei i ratunku. Co więcej, przez tę jedną wadę powodującą nieskuteczność teorii „skakania” choroby, teoria zapachu była przewodnią w medycynie przez kolejne 200 lat. 

Mundurek – rzecz pożądana

Najbardziej kojarzącym się z zawodem lekarza strojem jest biały fartuch. Choć ten dresscode wydaje się on być absolutnie oczywisty, pojawił się on dopiero na początku XX wieku. Przedtem lekarze nosili swoje ubrania codzienne tak w pracy jak i poza nią. Ubrania codzienne były standardem nawet na salach operacyjnych, ale o nich za chwilę. 

No dobrze, ale skąd się wziął biały fartuch? Troszkę z zazdrości. Lekarze pozazdrościli estymy, którą dawał on ich kolegom z laboratoriów. Ciekawe, że na początku fartuch lekarski był czarny ze względu na dużą śmiertelność zabiegową. Dopiero później zmieniono go na beżowy, a z czasem, na biały. 

trzech lekarzy w pracy

A co z typowymi dla sal operacyjnych zielonymi strojami chirurgów? Wierzcie lub nie, ale one również na początku były białe. Jednak ze względów praktycznych zmieniono ten kolor na zielony. Białe stroje w połączeniu z białymi ścianami i ostrym białym światłem sal operacyjnych powodowały bardzo szybkie męczenie się oczu i bóle głowy. Stąd też konieczność zmiany. Wygrał kolor zielony, na którym bardzo wyraźnie kontrastuje krew. Czasem używany jest też kolor niebieski. 

Liczy się wnętrze 

Wiemy już, skąd wzięły się typowe elementy stroju lekarskiego. Pora zająć się tymi, które lekarz wybiera na co dzień sam. Kluczowe dla tej decyzji będą 3 elementy: 

1.       Wytyczne pracodawcy 

2.       Własne preferencje 

3.       Postrzeganie przez pacjentów 

Przede wszystkim, czy w ogóle warto się nad tym zastanawiać? Krótka odpowiedź brzmi: tak! Chcąc odrobinę bardziej się rozwinąć, powiem, że badania jednoznacznie dowodzą znaczenia pierwszego wrażenia wobec postrzegania nas przez innych. W przypadku lekarza jest to o tyle ważniejsze, że pacjenci przekładają to też na jakoś porad/usług, które mogą uzyskać. Co więcej, wchodząc do sali pełnej ludzi, jasno zaznaczamy swoją pozycję w miejscu pracy. Przez to pacjenci i odwiedzający nie mają wątpliwości, czy mają do czynienia z lekarzem, czy nie. Pamiętajmy, że w grę wchodzą często duże emocje i każda sugestia w dobrą stronę stanowi dużą pomoc. Jeśli natomiast mamy wątpliwości czy ubrać się nieco bardziej, czy nieco mniej – zawsze skłaniajmy się do ubierania bardziej formalnie. 

Wytyczne pracodawcy 

Jeśli pracodawca nakłada na nas konkretny dresscode lub zasady ubierania się należy się do nich stosować. Po prostu i nie ma tutaj za bardzo możliwości. Dodatkowo wiele szpitali i innych placówek medycznych ma zasadę o rękach gołych do łokci (BBE – bare below the elbows). W takich przypadkach pozostaje nam wybór pomiędzy koszulką polo oraz koszulami z krótkimi lub z podwiniętymi rękawami. Przy takim wyborze sugerowałbym podwijać rękawy, jednakże ważniejsza jest tutaj praktyczność, i to nią kierujmy się w pierwszej kolejności. 

Załoga jednego z brytyjskich szpitali ubrana zgodnie z zasadą BBE
Załoga jednego z brytyjskich szpitali ubrana zgodnie z zasadą BBE

Jest też kwestia sporna dotycząca ozdoby przy szyi. Było sporo kontrowersji na temat tego, czy lekarze powinni nosić krawaty ze względów higienicznych. Wszak krawatem można dotykać wielu miejsc, a następnie pacjentów. Jednakże, dopóki jest to niezakazane, nie ma w tym nic złego. JEŻELI stosujemy spinkę do krawata lub kamizelkę w przypadku trójelementowego garnituru. Pozwolą one zadbać o to, by krawat nie miał styczności z otoczeniem. 

Własne preferencje 

Chciałbym zaznaczyć, że przemyślenia tutaj zebrane nie dotyczą aktualnej sytuacji, a dni “normalnych”.

Jeśli jedyne co nas powstrzymuje to wyobraźnia i konieczność noszenia białego fartucha wtedy warto pokusić się o dwu lub trzyczęściowy garnitur. Daje nam on olbrzymie możliwości personalizowania stroju i wynoszenia własnego wizerunku na wysoki poziom. Dodatkowo mamy ozdoby pod szyją, jak wspomniany krawat czy muchę. Mucha ma dodatkowo tę zaletę, że będzie nas zdecydowanie wyróżniać i na pewno nie będzie przeszkadzać przy schylaniu się i jedzeniu. W temacie koszuli sugerowałbym te na guziki ze względu na wygodę. 

Dr. Churchwell
Jednym z bardziej znanych ze swoich ekstrawaganckich, acz niezwykle stylowych strojów jest Dr. Andre Churchwell (znajdziecie go pod #andrechurchwell)

Jeśli garnitur powoduje dyskomfort, sugerowałbym zestawy marynarka z ze spodniami typu chino. Takie zestawy potrafią mieć niesamowitą ilość odsłon i nawet nie posiadając wielkiej kolekcji, możemy w prosty sposób z tych samych elementów poskładać znacząco różne stylizacje. 

Dodatkowo wybierając strój, pamiętajmy o warunkach. W tego typu pracy najważniejsza jest funkcjonalność. Jeśli wiemy, że w naszych budynkach potrafi być gorąco, bierzmy to pod uwagę i wybierajmy lekkie garnitury, koszule o niskich gramaturach i być może warto porzucić ozdobę przy szyi, a zadowolić się interesującą poszetką. 

Percepcja pacjentów 

Trzecim elementem będzie wspomniana przeze mnie percepcja stroju przez pacjentów. Dzięki podnoszeniu standardów będziemy w stanie jasno oddzielić się od reszty ludzi na korytarzach oraz wzbudzać zaufanie. To sprawi, że nie tylko pacjent będzie bardziej podatny na nasze sugestie i odbierze je poważniej, ale też będzie spokojnieszy, postępując zgodnie z zaleceniami. 

Podsumowanie 

I tak jak ten wspomniany pacjent, tak i jak staram się postępować z Waszymi zaleceniami. Siedzę w domu, unikam jakiejkolwiek interakcji i upominam innych tam, gdzie mogę. Chcę wierzyć, że wszyscy nasi czytelnicy tak robią. Mam też nadzieję, że ten tekst przyda się choć jednemu z Was. Nadludzkie wysiłki i odwaga, którą prezentuje medyczna brać w tych krytycznych chwilach, napawa mnie podziwem i szacunkiem. Bardzo serdecznie pozdrawiam, Irek. 

Loading Facebook Comments ...

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Enable Notifications    Ok No thanks